Szkoła przemocy, szkoła niemocy

4. wrzesień 2013 - 9:27

Historia, którą opowiada mama Antka, wydarzyła się kilka lat temu.

Do klasy 9-letniego wówczas syna chodziła dziewczynka, która upatrywała na swoje „ofiary” chłopców. Jej agresja była mało spektakularna – przez jakiś czas dokuczała, przezywała, chowała tornister. Po jakimś czasie przenosiła swoją uwagę na inną osobę. W trzeciej klasie do dzieci dołączył „nowy” – drobny chłopak z polsko-arabskiej rodziny o egzotycznie brzmiącym imieniu. Prześladowczyni od razu obrała go sobie za cel drwin.
Gdy arsenał środków, których do tej pory bezkarnie używała, wyczerpał się, wpadła na pomysł, który tylko cudem nie okazał się tragiczny w skutkach – namówiła koleżankę, aby ta dolała uczniowi do kubka płynu, który przyniesie z domu. Co to było?
Tego mama Antka nie wie. Wie tylko, że dziewczynie udało się zrealizować plan. Jeszcze w czasie lekcji chłopiec zaczął skarżyć się na ból brzucha, wylądował w szpitalu.

Inna szkoła, też publiczna. Oblegana, wśród rodziców znane z telewizji twarze.
– Po pierwszym półroczu zauważyłam u córki nerwowy tik – opowiada mama siedmioletniej Kasi.

– Unosiła ramiona i zaciskała rękę. Nie wiedziałam, czemu to przypisać. Na wywiadówce poszłam do nauczycielki, zapytać, jak funkcjonuje w szkole, bo zauważyłam u niej niepokojące sygnały. Usłyszałam,że „wszystko jest w jak najlepszym porządku”. Uspokoiłam się. Aż do momentu, kiedy na następnym zebraniu dowiedziała się, że klasowe życie wcale nie wygląda różowo. Ola, dziewczynka, która miała problemy z zachowaniem (była nadpobudliwa)z całej siły kopnęła kolegę w oko, raniąc go do krwi. Mama chłopca gorączkowo domagała się, aby przedyskutować to na klasowym forum, do czego jednak nie doszło, bo okazało się, że Ola uczestniczy już w terapii indywidualnej. Sprawa przycichła.


POD LINIJKE


Izabela Śliwińska, psycholog z SWPS zaznacza, że trzeba odróżnić problem szkolnej agresji od przemocy. Ta pierwsza zdarza się incydentalnie, zwykle pod wpływem impulsu. – Dzieci sześcio-siedmioletnie mają prawo do testowania granic, sprawdzania, na co mogą sobie pozwolić, a na co nie, i zawsze w grupie zdarzy się , że jedno-dwoje będzie miało z tym kłopot.
Nie ma powodu, by wbijać je z tego powodu w poczucie winy – tłumaczy. – Najważniejsze, by nauczyciel w przypadku zachowań agresywnych zawsze interweniował, nie zgadzał się na łamanie zasad panujących w klasie, a w przypadku gdyby sytuacja się powtarzała określił i wyegzekwował konsekwencje, które mają być pouczające dla dziecka. Ich celem nie powinno być ani poniżenie, ani cierpienie. Ważne, aby nauczyciel wyjaśnił sytuację, porozmawiał z obiema stronami konfliktu i wygenerował rozwiązanie zgodnie z zasadami obowiązującymi w klasie. Konsekwencje powinny być przez niego jasno określone i zapisane w szkolnym statucie.

Redakcja ePrzedszkole.com.pl