Wakacje kontrolowane

25. lipiec 2014 - 12:06

Małgorzata Albrecht-Nowicka, tłumaczka, mama ośmioletniego Wiktora, nie zdecydowała się jeszcze puścić go w tym roku na kolonie.

– Zgłosił potrzebę pojechania na obóz futbolowy z chłopakami i trenerem, ale jak mu uświadomiłam, że będzie tam bez rodziców, to temat się urwał i już do niego nie wracał. Może nie jest gotowy? Inna sprawa, że gdyby miał pojechać, chyba bym oszalała ze zdenerwowania, więc może to ja nie dojrzałam do rozłąki? 

Małgosia wspomina, że kiedy konfrontuje świat swojego dzieciństwa, a więc trzepaka, gumy do skakania i bezpiecznego, jak się wówczas wydawało, podwórka, ze współczesną rzeczywistością, to robi się jej gorąco:

– Wiem, że powinnam zachować rozsądny dystans do programów informacyjnych, od których jestem uzależniona, ale nie udaje mi się i potem drżę ze strachu, kiedy na przykład syn znika mi z oczu w supermarkecie… 

 

Odmeldować się!

Media wykorzystują lęk rodziców o dzieci, serwując mrożące krew w żyłach historie. W PRL-u była tylko czarna wołga, która podjeżdżała pod szkołę, dziś spektrum zagrożeń jest szersze. W galeriach handlowych grasują porywacze, którzy filują zza półek na małoletnich dawców nerek. Na podwórku pedofile tylko czekają, aż spuścimy dziecko z oka. Lasy roją się od przestępców i śmiercionośnych kleszczy, a w krzakach koło szkoły czają się handlarze od nielegalnych adopcji.

– Po głośnej historii z Madeleine, która zaginęła w Portugalii, obsesyjnie sprawdzałam na wakacjach zamki w domku kempingowym, czy ktoś się nie włamie i nie wyjmie mojej córki z łóżeczka – mówi Agnieszka Fiedorowicz, dziennikarka, mama sześcioletniej Marty i dwuletniego Marcina. I zastanawia się: czy za naszych czasów było bezpieczniej? Czy przypadkiem nie dokładamy sobie lęków z powodu rzeczywistości medialnej, w jakiej żyjemy?

W Polsce nie ma otwartej przestrzeni – wszędzie płoty, bramy, ogrodzenia, tabliczki „uwaga, zły pies” – może to, że się tak zamykamy, pogłębia w nas obawy?

A w internecie odpowiedź: kamery, lokalizatory GPS, bransoletki z chipem reklamowane jako „odbiorniki, które mogą działać na określonym terenie, np. w mieście, gdzie grasuje pedofil, na terenie osiedla zamkniętego albo w ośrodku wypoczynkowym”. Na dowód tego producent przytacza depeszę PAP: „MSW Portugalii uruchomiło wakacyjny program mający zapobiegać zaginięciom dzieci. Policja zajmuje się dystrybucją przeznaczonych dla dzieci bezpłatnych bransolet z chipami. Posiadaczowi urządzenia przypisany jest osobny numer, który odczytać może jedynie policja. (…) Bransoletki rozdawane są bezpłatnie (głównie w dużych miastach).” 

Czy właśnie tego potrzebujemy, by wyzwolić się z lęku na myśl o pierwszych samodzielnych wakacjach?

– Rzecz nie w gadżetach, bo taki chip może wręcz dawać złudne poczucie bezpieczeństwa. Rzecz w budowaniu relacji: w domu, przedszkolu, środowisku rówieśniczym, samodzielnie, ale także z naszą pomocą. Interesowanie się kolegami, otoczeniem, animowanie zajęć – tłumaczy Magda Bodziony, terapeutka z Centrum Rozwoju Psychologicznego Nasza Strefa.

Artykuł z magazynu Gaga