O co naprawdę chodzi z tą dysleksją?

20. maj 2015 - 13:14

Jesteś zdezorientowanym rodzicem, bo Twoje dziecko, choć uchodzące w szkole, czy wśród znajomych za bystre i zdolne, nagle nie potrafi poradzić sobie z nauką czytania? Wściekasz się, spokojnie tłumaczysz i ponownie tracisz cierpliwość, a mały uczeń nadal czyta niepewnie i powoli, a co więcej próbuje odgadnąć słowa z ilustracji do czytanki? Dodatkowo każde podjęcie próby czytania jest okupione stresem i tak naprawdę przypomina powrót do początków nauki? Zadajesz sobie pytanie – czy to już moment na zwrócenie się o pomoc do specjalistów?

Dyscośtam
Nie należy wpadać w panikę. Słowo dysleksja, tak ostatnio modne w edukacji, stało się orężem rodziców w (nie)walce z problemami w nauce ich dzieci. Nie potrafi ładnie czytać robi błędy, brzydko pisze – wystarczy zdobyć dokument potwierdzający dysleksję, dysortografię, bądź inne czynniki „dys”, które zwolnią ucznia z obowiązku cięższej pracy, a nauczyciel nie będzie miał prawa wymagać więcej, niż jest wskazane.

Niestety, często dorośli wykazują się dość sporą niewiedzą w kwestii trudności swoich dzieci w nauce. Nie należy się temu dziwić, gdyż wiadomo, że dorosły dla swojej pociechy chce jak najlepiej. Jednak czy w tym wypadku najlepiej nie znaczy najprościej? Czy naznaczenie dziecka zaburzeniami w nauce zamyka problem? Daje wytłumaczenie dla słabszych ocen?

Badania wśród dziewięcio- i dziesięciolatków przeprowadził profesor Michael Rutter, który stwierdził, że do 10% dzieci na całym świecie o normalnym poziomie inteligencji ma faktycznie specyficzne trudności z nauką czytania. Przy czym problem ten występuje trzy razy częściej u chłopców niż u dziewczynek. Jako ciekawostkę można podać, że dyslektycy nie rzadko mają problem z odróżnieniem strony prawej od lewej.

Mały kotek
Czytanie to bardzo złożony proces. Dorosły człowiek posiada tak zwany leksykon – zbiór zapamiętanych wyrazów, dzięki któremu rozumie ich znaczenie i potrafi zapamiętać czytany tekst. Natomiast dziecko swój leksykon musi zbudować. Najpierw robi to na poziomie pamięci wzrokowej kojarząc wyrazy do siebie podobne, a później na poziomie wymowy (mówiąc bardziej naukowo - fonologii), kiedy to wie już, że na przykład zbitek liter „dzi” czytamy jak zazwyczaj czytamy.

Przechodząc te etapy i opanowując umiejętności z nimi związane - dziecko zaczyna czytać automatycznie. Może to się zdarzyć już u sześciolatka, ale na bezproblemowe czytanie rodzice mogą czekać do ósmego, a nawet dziewiątego roku życia syna czy córki.

Trudności w nauczaniu czytania rzadko występują w Japonii, być może wynika to z faktu, że w tym kraju słowo napisane odzwierciedla dokładnie jego wymowę.

mamadu.pl