Na Haju

18. wrzesień 2013 - 13:48

Zmiany, zmiany, zmiany...
Kto nie boi się zmian?
Choć to one najskuteczniej nas motywują, rozwijają, nadają tempo naszemu życiu, jednak ich nie lubimy.

Chyba że mowa o zmianach na lepsze, ale te – jak wiadomo – należą do rzadkości i zazwyczaj rządzi nimi przypadek. Kto więc na własne życzenie zafunduje sobie zmiany w życiu o 180 stopni?
Znam jedną z możliwych odpowiedzi, brzmi ona: kobieta w ciąży.

Oczywiście nie każda, ale ten typ ciężarnej, co w stanie błogosławionym podejmuje decyzje z rozmachem. I ja właśnie do tej grupy się zaliczałam, z czego zdałam sobie sprawę dokładnie miesiąc temu, udzielając wywiadu dla „Gagi”.
W wywiadzie tym na pytanie: „Czy nie żałuję decyzji dotyczącej mojej
wyprowadzki z rodziną z Warszawy”, odpowiedziałam, że nie, ale... (tu nastąpiła pauza) ...nie wiem, czy dzisiaj miałabym na to odwagę.
Wtedy do mnie dotarło, że wiele ważnych decyzji życiowych podjęłam w czasie mojej drugiej ciąży, kiedy mówiąc szczerze, czułam się... hm..., jak to określić..., na naturalnym haju, progesteronowym dopalaczu. Mówiąc krótko, czułam, że mogę góry przenosić.

Jakie sąjednak konsekwencje życiowych wyborów podejmowanych w stanie dziewięciomiesięcznego uniesienia? Czy takie decyzje nie są ryzykowne?
Z dzisiejszej perspektywy przyznaję, że trzeba wielkiego wsparcia, żeby po nieprzespanych nocach i już bez czaru hormonów pozostać w zgodzie z postanowieniami i samym sobą. Ale zacznijmy od początku...

Artykuł z magazynu Gaga