Matka z dzieckiem w europarlamencie. Czy łączenie macierzyństwa z pracą to dobry pomysł?

13. październik 2015 - 7:37

Wszystkie wiemy, że pierwsze miesiące życia dziecka są okresem niesamowitych zmian, służą też nawiązaniu głębokiej więzi. Matkę i dziecko łączy bardzo bliska, intymna relacja. Z drugiej jednak strony kobiety obawiają się, że zbyt długa przerwa w pracy wykluczy je z gry, a każdy kolejny miesiąc sprawi, że ich pozycja osłabnie. I tak oto nieustannie pozostają rozdarte. Choć jak to się mówi – życie to sztuka wyboru. Można mieć ciastko i zjeść ciastko?

Macierzyński to nie urlop

Wszystkie jednak wiemy, że urlop macierzyński nie ma nic wspólnego z urlopem. Niezliczona liczba obowiązków przy dziecku, ciągle powtarzające się czynności, rytm dnia ustalany i dyktowany przez pory drzemki i posiłki niemowlaka. Momentami marzymy o powrocie do pracy, rozmowy z innymi dorosłymi ludźmi, odskoczni. Te, dla których zawód jest również pasją, odczuwają ogromną satysfakcję z pracy i dłuższa przerwa bywa przygnębiająca.

Często krytykujemy gwiazdy i celebrytki, które niemalże dwa tygodnie po porodzie wracają do pracy, na plan zdjęciowy, brylują na bankietach. Niektóre biorą tylko część zleceń, wynajmują opiekunki, jeszcze inne zabierają ze sobą do pracy dziecko. A przecież powinny siedzieć w domu, przewijać, prać i co najwyżej wychodzić na spacery z wózkiem. Czyli bezgranicznie poświęcić całą swoją uwagę i czas dziecku. Może po prostu im zazdrościmy?

Odkąd w internecie zrobiło się głośno o Licii Ronzulli zaczęliśmy trochę inaczej patrzeć na macierzyństwo. Ronzulli jest włoską członkinią Parlamentu Europejskiego. Przede wszystkim jest jednak matką, która pokazuje, że nie trzeba wybierać pomiędzy karierą zawodową a dzieckiem. Jej postawę chwaliło wiele kobiet na całym świecie, stała się inspiracją. Córka towarzyszy jej na wszystkich posiedzeniach od urodzenia. Najpierw jako noworodek w chuście, teraz jako… dwulatka na kolanach.

Czy to nie przesada?

Wygląda to wszystko bardzo pięknie, można pozazdrościć wyrozumiałości w miejscu pracy. Bo która z nas miałaby możliwość zabierać wszędzie ze sobą dziecko? O ile wcześniej w okresie niemowlęcym było to jeszcze zrozumiałe, tak teraz spotyka się z oburzeniem. Niektórzy mówią, że jest samolubną karierowiczką. Dziecko powinno się przecież bawić i socjalizować, najlepiej z rówieśnikami. Czy ciągłe przebywanie z matką i innymi dorosłymi wpływa pozytywnie na jej rozwój? Z pewnością musi być jednak bardzo grzecznym i spokojnym dzieckiem. Nie umiem sobie wyobrazić przeciętnego dwulatka choćby w zwykłym biurze.

Choć na Zachodzie czy w Wielkiej Brytanii istnieją firmy, w których dzieci są mile widziane, w naszym kraju musimy jeszcze na taką otwartość poczekać. Jak radzą sobie polskie mamy? Najczęściej zakładają działalność gospodarczą i pracują z domu. Inne starają się przebranżowić, by móc wykonywać wolny zawód. Może zarabiają mniej, ale za to nie tracą bezcennych chwil z dzieckiem.

Gdzie Waszym zdaniem jest granica? Chciałybyście mieć możliwość zabierania dziecka ze sobą do pracy, czy może jednak traktowałybyście ten czas jako pewnego rodzaju odpoczynek od domu i tamtejszych obowiązków? I co, Waszym zdaniem, jest najlepsze dla dziecka?

Redakcja mamadu.pl