"Mamo, to mój nowy wymyślony przyjaciel". Zabronić czy pozwolić dzieciom na wiarę w magię?

22. wrzesień 2015 - 7:25

Nie pamiętam już, jak rozstrzygnęłam tę kwestię. Wydaje mi się, że uznałam że wróżka mieszka za granicą i po prostu ma do mnie za daleko... Jedno jest pewne, uwierzyłam wtedy w jej istnienie, by w nieco dalszej przyszłości wsadzić opowieść o Zębuszce tam, gdzie wylądował również Święty Mikołaj w srebrzystych saniach, czyli – między bajki...

I nie odczułam tego jako bolesne rozczarowanie, raczej naturalną kolej rzeczy: „Acha, tak się po prostu mówi dzieciom. A potem dzieci z tego wyrastają.”

Zębuszka

Gdy Mojej Córce wypadł pierwszy mleczak, przybiegła do mnie z przygotowanym wcześniej maleńkim pudełeczkiem. W środku, oprócz ząbka ułożonego na eleganckiej poduszeczce z chusteczek jednorazowych, było jeszcze kilka podarków dziękczynnych: koraliki z rozerwanej bransoletki, tajemnicze szkiełko i narysowane na prędce, koślawe serduszko w kolorze wściekłego różu. – „ To dla Zębowej Wróżki – oznajmiło mi moje dziecko – Jak położymy pudełko pod poduszką, w nocy przyjdzie, zabierze ząbek i coś mi da. Ala mówi, że jej zawsze daje drobniaki”. No cóż, choć wiarę w Zębuszkę córka nabyła w przedszkolu (choć nie dam głowy, czy pierwszy raz nie zetknęłyśmy się z Zębuszką w jednej z dziecięcych książeczek – na rynku pełno jest zagranicznych wydawnictw), postanowiłam nie zabierać jej tej odrobiny magii.

Rano dziecięca skarbonka zabrzęczała więc nową monetą, a szczerbata buzia uśmiechnęła się radośnie. Przecież pół roku wcześniej osobiście zostawiałam ślady rąk Mikołaja, który przyjechał po listę wymarzonych świątecznych prezentów, na świeżo wymytej szybie...

Co daje wiara w bajki?

Wróżka Zębuszka, święty Mikołaj, krasnoludki, „wymyślony” przyjaciel, „Czerwony Kapturek” opowiedziany przed snem... Co może dziecku dać wiara w bajki? Przecież dzisiejszy świat, to nie jest świat dla marzycieli, powiecie. Nie lepiej od małego wychowywać dziecko w poczuciu, że cuda się nie zdarzają, a prezenty gwiazdkowe kupują rodzice? Odpowiem Wam zatem, że sami często „czarujecie” w życiu Waszych dzieci. Czy nie opowiadacie im „niestworzonych” historii by umyły ząbki, zjadły lekarstwo, czy postąpiły zgodnie z Waszym życzeniem?... „Myślenie magiczne” naszych dzieci pomaga nam w kwestiach wychowawczych! Przynajmniej do około siódmego/ósmego roku życia, kiedy dziecko zaczyna samo „weryfikować” rzeczywistość. Ale do tego czasu, wiara w magiczny świat, przenikający do tego, w którym żyjemy, to jeden z naturalnych etapów jego rozwoju.

Według psychologów, „myślenie magiczne” pomaga dziecku, między innymi:

- tłumaczyć sobie i lepiej rozumieć otaczającą je rzeczywistość, co sprawia, że czuje się ono pewniej i bezpieczniej, z radością i ciekawością odkrywa świat,

- radzić sobie z trudnymi emocjami, lękami (np, wiara w to, że w nocy strzeże je miś – przytulanka pomaga opanować strach przed ciemnością),

- rozwijać wyobraźnię, kreatywność (na pewnym etapie dziecko samo tworzy przecież bajki, opowiada rodzicom wymyślone przez siebie, fantastyczne historie),

- nauczyć się odróżniać dobro od zła, bo klasyczne baśnie niosą sobie zawsze moralne przesłanie,

- wspaniale się bawić i mieć cudowne wspomnienia z dzieciństwa, po prostu!


Do dziś pamiętam wakacje u mojej Babci. Nie chodziło tylko o wspaniałe wycieczki do zoo, slajdy w wyjazdów nad morze „rzucane” na ścianę, czy sygnał Polki z „Lata z radiem” i spanie na rozkładanym „półko – tapczanie”. Z największym rozrzewnieniem wspominam codzienne opowieści Babci o lisicy, która odwiedzała nas co rano, gdy wracała z zakupów z pobliskiej hali targowej. Z reguły kupowała tam talerze dla swoich nieswornych lisiątek, które ciągle tłukły jej porcelanową, ślubną zastawę. Choć lisicy nigdy nie udało mi się spotkać (lądowała na balkonie prywatnym helikopterem, gdy jeszcze głęboko spałam) jej przygody niesamowicie pobudzały moją wyobraźnię. A kiedy nauczyłam się pisać, sama tworzyłam ilustrowane książeczki o lisiej rodzinie.

Ta odrobina magii to jedno z najpiękniejszych i najsczęśliwszych wspomnień z dzieciństwa. Dziś pielęgnuję ją w moim domu.

Redakcja mamadu.pl