„Jeśli zejdziesz z drabinki to po drodze kupię ci żelki”. Czy szantaż się opłaca?

8. marzec 2016 - 11:45

„Chodź, bo spóźnisz się do przedszkola a mama do pracy”. To również nie pomaga. „Będzie mi naprawdę przykro. Chyba rozważę odłączenie kanału z bajkami”. Padła konkretna nazwa, ale nie dosłyszałam. Aż na koniec – skuteczne „Jeśli zejdziesz to po drodze kupię Ci żelki”.

Co ciekawe, sprytny (?) maluch nie próbował nawet dyskutować z mamą. Czekał na magiczne hasło i bez zająknięcia opuścił plac zabaw. Nie podjęłabym się próby oceniania ani malca, ani jego mamy. Spróbowałam za to zgłębić temat i zapytałam psycholog - psychoterapeutę Katarzynę Kucewicz czym w ogóle jest szantaż. I czy istnieje taka metoda wychowawcza.

KATARZYNA KUCEWICZ
Według mojego własnego słownika psychoterapeuty szantaż jest najgorszą, ale niestety i najpopularniejszą metodą wychowawczą. Polega na zmuszaniu dziecka do wykonywania określonych czynności, albo pod rygorem kary, albo otrzymania nagrody. Szantaż służy przede wszystkim osobie szantażującej, żeby szybko osiągnęła swój cel. Nie pozwala na negocjacje, na rozwiązanie kompromisowe, ani na traktowanie dziecka w sposób demokratyczny.

W skrajnych przypadkach, kiedy rodzice stosują komunikaty zagrażające poczuciu bezpieczeństwa, w rodzaju „jeśli chcesz żeby mama była zdrowa to posprzątaj klocki“ to nie wahałabym się powiedzieć, że szantaż bywa i formą przemocy psychicznej.

Asia, mama 7-letniego Janka i 2-letniego Staszka przyznaje, że choć na co dzień „nie uznaje” szantażowania chłopców, są sytuacje w których się poddaje. „Zazwyczaj, kiedy gdzieś się spieszymy, albo dzieje się coś pilnego wtedy dzieciakom przypomina się coś hiper ważnego. I choć na co dzień nie jedzą słodyczy przyznaję, że wtedy próbuję ich przekupić. Albo raczej nagrodzić za to, że odpuścili swoje sprawy i zgodzili się przełożyć je na później, żebyśmy załatwili to, co w danym momencie należy. O ile Staszek nie rozumie tych mechanizmów, widzę, że Janek czasem zaczyna wykorzystywać moment mojej słabości”. Dlatego, jak sama dodaje, stara się ograniczyć takie praktyki do minimum.

Wszystkie mamy z którymi rozmawiałam jednogłośnie oceniły szantażowanie swoich pociech jako zjawisko negatywne. Czy można jednak doszukać się pozytywów w takim zachowaniu?

KATARZYNA KUCEWICZ
Oczywiście, być może gros rodziców powie, że nie widzi niczego złego w takim dyscyplinowaniu dzieci. Szybko można osiągnąć cel, dziecko jest grzeczne i posłuszne. Ale pamiętajmy, że wychowujemy je nie dla siebie tylko dla świata i przekazujemy mu taki wzorzec komunikacyjny, który przecież potem będzie stosował w dorosłości. Wówczas dziecko wobec przykładowo swojego przełożonego będzie również pokorne, z odwiecznym poczuciem winy i tłumieniem swoich emocji.

Szantaż drastycznie obniża pewność siebie, przez to że zabiera dziecku autonomię. Dzieci takie mają w sobie poczucie bycia ułomnymi, niespełniającymi oczekiwań, rośnie w nich frustracja i złość do rodziców, zatem emocjonalnie się od nich oddalają. A jeśli są bardziej krnąbrne to potrafią tę broń stosować wobec rodziców i sami próbować ich szantażować. To całkowicie zaburza relacje.

Olga, mama 8-letnich bliźniaczek wyjaśnia, że od kiedy dziewczynki są na świecie stara się obserwować znajome mamy i uczyć na ich błędach. Dlatego zamiast szantażu od początku starała się stosować inne metody motywacyjne. „Wiedziałam, że muszę wypracować własny system, bo inaczej te małe potworki wejdą mi na głowę. Widziałam mamy, których dzieciaki rzucały się na posadzkę w markecie, ‘bo czegoś chcą’. Wiedziałam, że muszę zrobić wszystko, żeby uniknąć takiej sytuacji. Bo o ile z jednym dzieckiem jest ciężko, z dwiema tym bardziej. Dlatego dużo rozmawiałyśmy, na ewentualne zakupy umawiałyśmy się wcześniej. Dziewczynki zbierały słoneczka za dobre zachowanie i chmurki za ewentualne występki. Udało nam się wypracować kompromis”.

KATARZYNA KUCEWICZ
Jeśli już wybitnie blisko nam do szantażowania, to zamiast karcenia zachęcam do stosowania reguł konsekwencji. Ten komunikat jest dość podobny do szantażu a jednak ma nieporównywalnie inne przesłanie. Zamiast powiedzieć, „ odrobisz lekcje, albo mama będzie bardzo smutna i nie będzie spała w nocy“ możemy powiedzieć dziecku, że jeśli nie odrobi lekcji, to konsekwencją będzie np. brak deseru czy oglądania dobranocki. Dobrze jest w ogóle z dzieckiem negocjować konsekwencje, być może nawet niech samo je wymyśla.

Przykładowo - jeśli chcemy by posprzątało swoje rzeczy ustalmy to przed rozpoczęciem zabawy. Wtedy dziecko ma poczucie wyboru, tego że jest szanowane, że traktuje się je na równi. Oczywiście początkowo może wybrać, że jednak nie odrabia lekcji, licząc że tę dobranockę i tak obejrzy. Tak się nie może stać, musimy być konsekwentni, nawet jeśli będzie to najpierw okraszone sporymi histeriami.

Ale pocieszę, że owe dramatyzacje dzieją się tylko początkowo, potem dziecko uczy się odpowiedzialności za swój wybór.

Redakcja mamadu.pl