Emocje na wierzchu

21. listopad 2013 - 15:48


Mój synek ma sześć lat i ten pistolet czuję cały czas, chociaż z coraz dłuższymi przerwami.
Kiedy jestem w Warszawie, potrafi ę wieczorem zadzwonić do dziadków, bo przypominam sobie, że w ich łazience środki chemiczne do czyszczenia nie są schowane. I w czarnym scenariuszu widzę, jak Ola to wypija. Staram się wyluzowywać, ale czasem zwyczajnie nie mogę nad sobą zapanować.

Jak sobie radziłaś, co było dla Ciebie wsparciem podczas pierwszego roku macierzyństwa?
Banda przyjaciółek, rodzina, teściowa, która mnie wspierała, zastępowała i pomagała we wszystkim. I wtedy, kiedy nawet na pół minuty nie chciałam oddawać Oli, codziennie w samo południe w knajpce na poznańskiej Cytadeli umawiałyśmy się z moją „grupą wsparcia”. Była piękna, złota jesień, bo urodziłam w sierpniu, robiłyśmy trzy rundki, żeby dzieci zasnęły, a potem siadałyśmy i gadałyśmy sobie o tym naszym kosmosie. Siadałyśmy i gadałyśmy sobie o tym naszym kosmosie.

Miałaś poczucie, że coś Cię omija?
Pamiętam, jak spacerowałam z moją koleżanką i powiedziałam, że jestem przerażona tym, że skończył się jakiś etap życia, że nie mogę się zapakować, kiedy chcę, zostawić wszystko, wsiąść do samochodu i jechać przed siebie. Albo że nie mogę wejść do wanny i poleżeć, czytając książkę. Czułam się jak w matriksie, zdawałam sobie sprawę, że nie ma mnie, nie ma myślenia o sobie, czułam się tylko matką. Dosyć szybko wróciłam do teatru, ale grałam dwa, trzy razy w miesiącu. To mnie mobilizowało, żeby
wyjść, zafarbować odrosty, pomalować paznokcie i powalczyć o siebie. Spacer z psem był wtedy jedną z nielicznych chwil wolności!

Niedawno skończyłaś czterdziestkę, wydajesz się spełnioną kobietą. Czy jest coś, czego Ci brakuje w tym nowym życiu?
Wiadomo, że mamy zawsze jakieś drobne pragnienia, marzenia, ale nie można grzeszyć, bo naprawdę najważniejsze jest to małe szczęśliwe, zdrowe, uśmiechnięte dziecko.
Mam gdzie mieszkać, mam pracę, więc czego chcieć więcej?

A w pracy? Kiedyś powiedziałaś, że w polskim kinie „bierze się to, co dają”.
Taki jest czas, ja szczęśliwie mogę dokonywać wyborów. Wiedziałam, że nie mogę przyjąć roli w „Kac Wawa”, ale gdybym miała nóż na gardle i windykator odbierałby mi dom, to pewnie bym zagrała. Jak się jest samemu, to łatwiej podejmować decyzje, ale jak się ma rodzinę, to jest to bardziej skomplikowane i trzeba dwa razy pomyśleć, jakie będą tego konsekwencje.
Jest jakaś rola, której się wstydzisz?
Kiedy biorę udział w jakimś projekcie, nie zawsze mam świadomość, co z tego wyniknie. I czasami ten wybór nie jest trafiony.
Artykuł z magazynu Gaga