„Co u ciebie? - Wiesz, Kacperek przeżywa, że chodzi do żłobka". Nie ciepię kobiet, które ciągle mówią o dzieciach

12. styczeń 2016 - 12:55

Beata nie mogła się doczekać spotkania z dawno niewidzianymi koleżankami ze studiów. Miały zgraną paczkę, przez wiele lat trzymały się razem, ostatnio ich drogi nieco się rozeszły. Za to pamięć o ich dawnych, wieczornych spotkaniach pozostała: trochę za dużo drinków, żywa dyskusja na temat nowości filmowych (wszystkie były kinomaniaczkami), plotkowanie na temat wspólnych znajomych, zwierzenia, przy czym proporcjonalnie do liczby spożytych drinków rósł poziom absurdu prowadzonych rozmów. Uwielbiały to. Beata była przekonana, że tym razem będzie podobnie. Jednak już na początku długo wyczekiwanego spotkania zorientowała się, że wszystko bardzo się zmieniło.

Nie mogła uwierzyć w to, co usłyszała

„Zachowanie pań w tym przedszkolu było skandaliczne, musieliśmy szukać innej placówki”, „Kupienie porządnej zimowej kurteczki dla dziecka w jakiejś rozsądnej cenie graniczy z cudem”, „Jest taki blog, mnóstwo pomysłów na zabawy z dziećmi, podeślę wam link”. Beata nie mogła uwierzyć w to, co słyszy. Sama była matką, ale przecież spotkała się z koleżankami po to, by oderwać się od codziennej rutyny. Każda próba zmiany tematu kończyła się niepowodzeniem. Beata nie zaliczyła spotkania do udanych.

W kilka dni po spotkaniu Beata zadzwoniła z życzeniami urodzinowymi do innej koleżanki. „Co u ciebie?” – spytała. „Wiesz, Kacperek bardzo przeżywa to, że chodzi do żłobka. To dla niego trudny czas” – odpowiedziała koleżanka. Gdy spytała Beatę co u niej, ta zrezygnowana odpowiedziała, co nowego u jej dziecka. Postanowiła się jednak nie poddawać. W pracy w czasie przerwy obiadowej próbowała porozmawiać z koleżankami o swoim ukochanym crossficie, nowościach kinowych, dobrych książkach, wynikach wyborów, nowo otwartej restauracji w centrum – zawsze i tak kończyło się na rozmowach o pracy lub o dzieciach.

Nie podobało jej się również to, co widziała w mediach społecznościowych. Znajomi na Facebooku zalewali ją zdjęciami swoich pociech. Szczególnie irytowało ją ustawianie zdjęć swoich dzieci, jako swoich zdjęć profilowych. „Już nie pamiętam, jak wyglądają moi znajomi, oglądam tylko ich dzieci” – złośliwie komentowała. Gdy jej mąż ustawił sobie zdjęcie profilowe swoje z psem posypały się komentarze typu: „Lepiej pokaż nam wasze maleństwo”. Jej mąż tak samo jak ona w ogóle nie czuł potrzeby zamieszczania w mediach społecznościowych zdjęć ich córeczki.

Beata zaczęła zastanawiać się, czy coś z nimi jest nie tak. Kochają swoją córkę ponad wszystko, starają się poświęcić jej jak najwięcej czasu, tworzą szczęśliwą i kochającą się rodzinę. Ale kiedy spotykała się ze swoimi znajomymi, chciała rozmawiać o sprawach dorosłych. Potrzebowała oderwania się od spraw związanych z dziećmi i domem. Nie znalazła tego w gronie koleżanek ze studiów, z pracy, wspólnych znajomych jej i męża – wszędzie dominowała tematyka dziecięca.

Oderwanie się od domowej rutyny zapewnił jej sport. Raz w tygodniu wpadała do crossfitowego boksu na trening. Tam liczyło się tylko to, by dać z siebie 200 procent. Po zajęciach od czasu do czasu udało jej się wyjść ze znajomymi z boksu na coś do jedzenia. W tym gronie rozmawiało się tylko o poszczególnych ćwiczeniach, trenerach, osiągnięciach swoich i innych. W tym gronie nie miało znaczenia, czy się ma dzieci, czy nie, podczas ich spotkań liczył się tylko crossfit. Beata to uwielbiała. I szybko uświadomiła sobie, że te spotkania są jej dużo bardziej potrzebne niż wielogodzinne rozprawianie o dzieciach jej i jej koleżanek.

Więcej na: mamadu.pl

 

Redakcja mamadu.pl